Sumienie copywritera

    Czekając na rozstrzygnięcie głosowania (sidebar, po prawej) piszę dziś nietypowo, refleksyjnie i bardzo osobiście…

    Koniec roku jest dla mnie okazją do spojrzenia wstecz, ale też namysłu nad tym, w jakim kierunku zmierzam. Będzie o copywritingu w twardej rzeczywistości biznesowej i o obawie utraty czegoś ważnego dla każdego człowieka. Przynajmniej dla każdego, kto sobie to uświadamia…

    Każdy napisany tekst jest tylko na tyle skuteczny, na ile osoba, która pisze będzie miała coś do powiedzenia.

    Tu nie chodzi o litery, słowa, frazy czy zdania. One są tylko znakami. Pytanie jakie musimy sobie zadać, to na co te znaki wskazują?

    Czy może jest tak, że perswazyjnie kierują uwagę czytelników na pustkę? Czy za tymi słowami cokolwiek się kryje?

    Można bowiem stworzyć bardzo widoczny znak, pomalować go w jaskrawe kolory fluorescencyjną farbą, a nawet podświetlić. Każdy zwróci na niego uwagę. Wzrok podąży za strzałką.

    Ale dokąd to zaprowadzi osobę, uwiedzioną znakiem?

    Można powiedzieć, że dla copywritera nie ma to znaczenia. Ma tylko dobrze wykonać powierzone mu zadanie i nie martwić się o resztę. Jego praca mierzona jest uwiedzionymi duszami…

    Czy ktokolwiek zauważył, że najbardziej przekonującymi motywatorami, jakich używa się w tekstach ofert reklamowych i sprzedażowych są: Pycha, Chciwość, Pożądanie, Zazdrość, Łakomstwo, Gniew i Lenistwo…

    Dokąd prowadzą czytelników nasze teksty? Na zatracenie…?

    A może jednak nie jest tak źle?

    Może dają nadzieję, pomagają w rozwiązywaniu problemów, realizacji ważnych potrzeb a może i nawet marzeń? Może ta obietnica Raju, jaką nasze teksty czasem składają jest prawdziwa?

    Pisanie tekstów to coś więcej niż techniki, metody i sposoby. Mówimy do człowieka, który jest kimś więcej niż sumą swoich popędów.

    Może i jestem głupi, ale to ma dla mnie znaczenie. W czytelniku moich tekstów staram się widzieć realną osobę. Kogoś, kto myśli, czuje, ma duszę, a nie tylko klienta z portfelem lub kartą kredytową.

    Czy biznes może mieć ludzką twarz? Czy jest w nim miejsce na ludzkie odruchy, czy też jest jednoznaczny z utratą człowieczeństwa?

    Ja wierzę, że jest to możliwe. Ale nie w każdym rodzaju biznesu. Na szczęście każdy z nas może wybrać czym chce się zajmować i o czym pisać. I ten wybór wcale nie skazuje na biznesowy  niebyt.

    W Internecie jest miejsce na pozytywny marketing i copywriting. Możemy stawiać znaki, które prowadzą do czegoś wartościowego, co ma znaczenie i nie niszczy osoby klienta, odwołując się do jego najbardziej prymitywnych instynktów.

    Prymitywnych, nie znaczy podstawowych. Bo przecież jest coś takiego jak instynkt samozachowawczy, bez którego ludzkość przestałaby istnieć.

    Mówi się też, że lenistwo jest motorem rozwoju. Może i tak, tylko do czego ten rozwój prowadzi? Jednych do zapewnienia sobie i rodzinie lepszych warunków życia, innych do łatwiejszego i szybszego oszukiwania czy nawet zabijania…

    Nie są to rzeczy, które można arbitralnie rozstrzygnąć. Ale warto o nich pomyśleć podczas pisania następnego tekstu. Bo może się okazać, że zatracimy się w tym pisaniu, stając się bezduszną maszyną do produkcji perswazyjnych znaków, prowadzących do… no właśnie, dokąd?

    Liczba komentarzy: 2

    1. MWL
      4 stycznia 2010 z 10:10

      Wszystko z umiarem, zdaje się mieć sens. Moim zdaniem gdy tekst reklamowy rzeczywiście sprzedaje, to nie dlatego że jest manipulacyjnym zwojem magicznym, ale dlatego, że to prezentacji produktu przyłożono się w 100% profesjonalnie. Ludzie lubią być traktowani szczególnie, ale to czy za to zapłacą czy nie, w ostateczności, to ich decyzja.

    Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail pozostanie ukryty
    Wymagane pola są oznaczone *