3 proste sposoby na to, jak stracić czas i nigdy nie napisać skutecznej oferty sprzedażowej?

    Nie czekaj na wenę, tylko się bierz do roboty. oto, jak:

    Wśród wszystkich moich książek o copywritingu nie ma ani jednej, która by pisała za mnie teksty.

    Podobnie ze wszystkimi zakupionymi przeze mnie szkoleniami – ani jedno nie chce za mnie napisać oferty. Myślę, że Ty masz podobnie. Dlatego powstał ten artykuł.

    Jeżeli chcesz napisać jakikolwiek tekst, to nie musisz się zbytnio starać. Podobno nawet małpa w końcu napisałaby książkę, pod warunkiem, że wystarczająco długo stukałaby w klawiaturę. Ale, kto by chciał tyle czekać…?

    Jeżeli nawet człekokształtne zwierzę może zostać autorem, to po co się starać? Ano właśnie, nam nie chodzi o jakiś tekst, prawda? Na tym miejscu zajmujemy się tekstami sprzedażowymi. Za ich mocą chcemy doprowadzić czytelników do z góry określonego działania – najczęściej zakupu.

    A to oznacza, że nie wystarczą przypadkowe zestawy znaków. A to oznacza, że autor może minąć się z celem. A to oznacza, że pisanie to nie cel sam w sobie, ale narzędzie, powiedzmy… perswazji (nie lubię tego słowa, ale czytelnicy je uwielbiają, tego każdy szuka, Perswazyjne Teksty, PERSWAZYJNE TEKSTY, perwersyjne teksty…. to chore…)

    Kiedy więc przechodzimy do praktyki, może pojawić się mały problem. Pomimo dużej wiedzy (Ach, te książki i kursy) i małpiego stukania w klawiaturę, wyprodukowania kilku lub kilkunastu stron A4, zmuszenia czytelników do jego przeczytania (ach… ta podstępna perswazja) nikt niczego nie kupi, a tekst okaże się do… niczego.

    STOP. Właśnie urwała mi się myśl, gapię się w ekran i próbuję wystukać coś błyskotliwego, a tu powstają tylko te banalne znaczki… Właśnie o tym chcę teraz Ci powiedzieć.

    Odkryłem, że jest wiele wspaniałych sposobów na to, by NIE NAPISAĆ dobrego tekstu sprzedażowego, a tylko jeden, by go stworzyć. Jest wiele błędnych dróg, ale tylko jedna właściwa. I wbrew pozorom łatwo się można zagubić.

    (Czy ja dzisiaj nie filozofuję za bardzo, hę? Nawet, jeśli tak jest, to staram się opisać Ci moje doświadczenie, którego długo sobie nie mogłem poradzić.)

    Widzisz, ostatecznie to jest bardzo proste. Żeby napisać dobry tekst, musisz tylko…

    Ale, ale, zaraz, o tym miałem powiedzieć na końcu! Teraz powiem Ci, czego nie robić.

    1. Nie gap się w pusty ekran

    Właściwie to powinienem napisać kulturalnie „nie patrz”, ale to zbyt neutralne określenie na medytacyjne wpatrywanie się w monitor, w nadziei, że w tajemniczy sposób coś wreszcie się na nim pojawi…

    Ciężko załapać, o co mi chodzi? No to powiem tak: najgorszą rzeczą, jaką możesz zrobić dla tekstu, to usiąść przed komputerem, położyć palce na klawiaturze i… czekać, aż jakaś wspaniała myśl przyjdzie ci do głowy.

    Rozbolą Cię oczy, zdrętwieją ręce, ale nic takiego się nie zdarzy. Przeżyłem to setki razy.

    Widzisz, monitor to tylko ekran, który wyświetla efekt twoich przemyśleń. Niczego nowego Ci nie pokaże. To nie jest żadna tajemnicza brama do innych światów. On niczego nie stworzy. Jeśli masz pustkę w głowie, to dokładnie to samo zobaczysz na ekranie. A pustka nie inspiruje.

    Nie idźcie tą drogą…

    2. Nie szukaj inspiracji na Facebooku, Naszej Klasie, w najnowszych wiadomościach i przestań co minutę sprawdzać pocztę

    O, to jest długa porada:) Zauważyłem, że umysł źle znosi pustkę. Kiedy zaczynasz w głowie szukać tego, czego tam nie ma, to zaczyna się ona buntować i szybko zaczyna podrzucać myśli odwracające uwagę od niej samej.

    Znasz to? Usiłujesz się na czymś skoncentrować, a tu nagle strumień myśli zaczyna wylewać się, jak z dziurawego wiadra. Tyle nagle ciekawych rzeczy pojawia się wokół Ciebie, tyle interesujących rzeczy do przeczytania i zobaczenia…

    Ciężko oprzeć się takiej wewnętrznej presji, ale…

    …nie idźcie tą drogą.

    3. Nie czekaj na genialne myśli

    Kiedy wiesz, że musisz stworzyć dobry i mocny tekst, bo do niego wiele zależy, to w mózgu przełącza się jakaś zwrotnica i na naszym torze zaczyna nas razić czerwone światło, które zmusza do zatrzymania.

    Gdy zaczynasz od siebie oczekiwać stworzenia czegoś genialnego, to właśnie zatrzymujesz swój pociąg do sukcesu. Nic nie jest wystarczająco dobre, argumentacja licha i zbyt prosta, gdy wzorem poszukiwaczy złota zaczynasz od razu wypatrywać tej jednej bryłki złota, która sama jedna uczyni Cię szczęśliwym i bogatym na wieki wieków…

    Problem w tym, że taki Nugget nie leży ba drodze. Trzeba przekopać tony piachu i gruzu, by trafić na skarb. Nie trafisz na niego od razu. By go znaleźć, przez twoje ręce musi przejść sporo bezwartościowego pyłu.

    To jest też tak, jakby kierowca samochodu wciskał, co chwila pedał hamulca.

    Nie idźcie tą drogą…

    Uwolnij swoje myśli. Nie krępuj ich zbyt wygórowanymi oczekiwaniami. Niech ich strumień zacznie swobodnie płynąć, a gwarantuję Ci, że w pewnym miejscu zobaczysz w nim to, czego szukasz.

    I to nas prowadzi, do tego, co robić, by stworzyć dobry tekst sprzedażowy.

    Uwaga, będzie myśl

    Trzeba taki tekst po prostu pisać.

    Już. Poważnie, to wszystko. Zamykam tego bloga, kończę swoje porady, bo właśnie ujawniłem ostateczną poradę, poza którą niczego więcej nie potrzebujesz. Nawet jeśli na początku nie wiesz JAK pisać, to po pewnym czasie stanie to dla Ciebie oczywiste i proste. Tylko zacznij pisać i nie przerywaj.

    Mówię Ci to z własnego doświadczenia. Ilekroć napinałem się, chcąc od razu napisać coś mocnego, to zawsze kręciłem się w kółko, gapiłem się na pusty ekran i ostatecznie lądowałem gdzieś w Internecie, bo nie mogłem znieść pustki, jaka mnie ogarniała.

    Kiedy zaś po prostu zacząłem pisać, pozwoliłem sobie na wystukanie na klawiaturze każdej myśli, jaka mi przyjdzie do głowy, to po kilkunastu minutach trafiałem na swoją żyłę złota. Wystarczyło przetrwać pierwsze piętnaście minut bez żadnej wewnętrznej presji i nadmiernych oczekiwań.

    Umysł, gdy przestaniesz na niego naciskać, najpierw zaczyna testować swoją swobodę. Gdy nie napotyka oporu, zaczyna się rozpędzać. Najpierw powoli, jak żółw ociężale, a potem coraz szybciej i szybciej, jak gdyby to była piłeczka nie stal. A wtedy wiedz, że coś się dzieje…

    Oj, i pomyśleć, że ja chciałem tylko napisać, że trzeba pisać, by coś napisać… Czy może lepiej, bym po prostu publikował prostsze teksty typu „15 sekretów skutecznego copywritera”?

    Liczba komentarzy: 17

    1. Multipaskowicz
      16 sierpnia 2011 z 11:42

      Ano tak!
      Raz, dwa, trzy… Piszesz Ty!
      Masz, Darku, rację! Tylko tak!
      Czekać można …do końca świata i …jeden dzień dłużej!
      pozdr.

    2. mirgag
      16 sierpnia 2011 z 16:27

      Ja swoje teksty zaczynam prosto (niekoniecznie reklamowe). Spoglądam za okno i opisuję to, co widzę. Reszta, czyli MYŚL przychodzi sama.

    3. Marek Makarewicz
      16 sierpnia 2011 z 17:32

      Hmm… Przede mną właśnie pierwsze w moim życiu oferty do napisania. Im bliżej tego momentu, tym silniejsze odczucia, o których właśnie napisałeś. To w ogóle jest dziwne, że jak zbliża się jakaś nieunikniona czynność do wykonania (szczególnie nowa), to umysł nagle znajduje 500 tysięcy innych „ważniejszych” spraw do załatwienia, a myślałem, że tylko ja tak mam 🙂
      Pozdrawiam
      Marek

    4. Teresa
      16 sierpnia 2011 z 20:36

      Witaj Darku! Dobrze,że mi o tym przypomniałeś mam mnóstwo rzeczy do napisania… tylko muszę po prostu po kolei zacząć pisać, bo nikt za mnie tego nie zrobi niestety, a tu ostatni dzwonek! biorę się! zmobilizowałeś mnie. Dzięki.

    5. ata
      16 sierpnia 2011 z 21:02

      Przerażająco proste 🙂
      Trafne porady, choć częściowo mam to opanowane (przy tworzeniu grafiki opakowaniowo-reklamowej).

      Od siebie dodam, że monitor czasem warto zastąpić kartką.

      1. Darek Puzyrkiewicz
        16 sierpnia 2011 z 21:10

        @ata: z tą kartką to faktycznie czasem warto powalczyć, bo ręce zapomną składać literki, a przecież przez lata tego się nauczyły – no, przynajmniej ja nie urodziłem się z komputerem w ręku.

    6. Paweł
      16 sierpnia 2011 z 21:02

      Święte słowa! Wiele lat życia strawiłem w dziennikarstwie i zawsze, kiedy miałem do napisania tekst, a brakowało pomysłu (genialnego!), to znajdowałem tysiąc „interesujących” spraw, które mnie odciagały od pisania. Dopiero jak zbliżała się „godzina zero” – oddania tekstu – startowałem. I zawsze jednak pojawiał się pomysł, i zawsze tekst powstawał na czas. Pisać! Nawet nieudolnie, ale pisać. Zawsze tekst słaby można poprawić, ale nie da sie poprawić… pustej kartki. Pozdrawiam.

    7. gdaq
      6 października 2011 z 08:07

      Kiedy przeczytalem u joe vitale, żeby wylaczyc monitor i pisać nie patrzeć co napisales nie poprawiąc tylko usiasc i przelac swoje myśli. U mnie sprawdza się to swietnie. Siadam, pisze, a później dopiero patrzę co napisalem 🙂

    Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail pozostanie ukryty
    Wymagane pola są oznaczone *