5 największych błędów, jakie popełniłem w czasie 7 lat prowadzenia blogu

    Zaczęło się świetnie. Choć prawda jest taka, że w 2006 roku, gdy uruchomiłem blog nie myślałem, że tak szybko stanie się on moim żywicielem. Czysta pasja zmieniła się w dochód, ale po drodze coś spieprzyłem. Wybacz to niezbyt eleganckie słowo, ale ono oddaje moją frustrację.  Chcę Cię ostrzec i ustrzec przed moimi błędami. Może Tobie pójdzie lepiej?

    Na początku byłem naiwny. Bo jak nazwać kogoś, kto nie mając żadnego doświadczenia, marzy o wielkich rzeczach? Mój pierwszy wpis, zaczął się tak:

    Marzy mi się mi się strona, która będzie zawierała wszystkie informacje na temat promocji w internecie. Strona, gdzie można Od zera krok po kroku poznać tajniki tworzenia serwisów, obleganych przez odwiedzających. (1 lipca 2006 r.).

    Z tej naiwności wyrósł jednak serwis, który zdobył pewną renomę, a mi dał pracę, którą bardzo lubię. Ale to nie była łatwa naiwność. Nawet nie wiara w sukces. To głębokie i wewnętrzne przekonanie, że prowadzenie tego blogu ma głębszy sens – dla mnie i dla czytelników.

    Przypomniała mi się dziś pewna myśl Paula Tillicha:

    Człowiek o ile stawia sobie cele i dąży do ich osiągnięcia jest wolny. Przekracza daną sytuację, porzucając to, co realne na rzecz tego, co możliwe. Nie jest przykuty do sytuacji, w jakiej się znajduje, i właśnie ta autotranscendencja jest pierwszą i podstawową cechą wolności.

    I to jest moje marzenie. W swoim życiu zawodowym i osobistym pragnę doświadczać takiej właśnie wolności. Nie być przykuty do sytuacji, w jakiej się znajduję, ale przekraczać to, co realne na rzecz tego, co możliwe.

    Myślę, że taką właśnie wolność daje Internet. Nawet w zapadłej wiosce na Mazurach można stworzyć dobrze prosperujący biznes internetowy. Nawet w najdalszym zakątku Bieszczad, człowiek może mieć kontakt z wartościowymi ludźmi z całego świata. Z każdego praktycznie miejsca w Polsce można mieć dostęp do najnowszych informacji z każdej dziedziny. Tak łatwo dziś przekraczać ograniczenia przestrzeni i sięgać po nowe możliwości. A potrzeba naprawdę niewiele.

    Taki właśnie serwis pragnę stworzyć. Żeby każdy mógł cieszyć się wolnością, jaką daje Internet. Żeby każdy człowiek mógł osiągać cele, które korzystnie wpłyną na jego rodzinę, bliskich, pracę zawodową i wreszcie na niego samego. (3 lipca 2006 r.)

    Na początku była radość. Odkrywanie magii słów i dzielenie się tym na blogu. Coraz dojrzalsze wpisy i rosnąca liczba czytelników. Potem pojawiły się pierwsze zlecenia. Boże, ktoś chce mi płacić za pisanie? Super! To muszę się w tym doskonalić. I faktycznie, byłem coraz lepszy. Pomijam tu pierwsze wpadki, z których najwięcej się nauczyłem, to temat na inny artykuł.

    Błąd nr 1 – Nieprzewidywalność

    Dopóki pisałem dla czystej przyjemności, publikowałem wpisy, gdy miałem na to ochotę. O ile te chęci prowadziły do stworzenia 10 „artykułów” w pierwszym miesiącu, to później było tylko gorzej.

    I to jest OK, gdy blog jest tylko Twoim hobby. Jeśli jednak chcesz zdobyć i utrzymać czytelników, to musisz bardziej się starać. Problem ten częściowo rozwiązałem, dając możliwość zapisu na listę subskrypcyjną i wysyłając powiadomienia o nowych wpisach. Jednak przeważająca liczba odwiedzających nigdy nie zapisała się na tę listę. Kilka razy wrócili na blog, ale gdy nic nowego w międzyczasie się nie pojawiało – odpuścili sobie.

    Kilka razy próbowałem wprowadzić samodyscyplinę i uroczyście ogłaszałem jeden albo dwa wpisy w tygodniu, ale nie dotrzymałem słowa. To prawda, mój blog, moje zabawki. Nie chcesz – nie czytaj. Tylko, że to zabija czytelnictwo.

    Zabrakło odpowiedzi na proste pytanie – po co prowadzę ten blog.  „Człowiek o ile stawia sobie cele i dąży do ich osiągnięcia jest wolny. „. Blog sam w sobie nie jest celem. Tylko dlaczego dojście do tego wniosku zajęło mi aż siedem lat?

    RADA 1: Nie marnuj czasu, bo tak szybko ucieka. Jeśli nie masz jeszcze określonego celu dla swojego blogu – ustal go tu i teraz. I trzymaj się go! A jeśli masz konkretny cel? Gratuluję! Zapomnij o wszystkim innym i dąż do niego. To da Ci radość i spełnienie.

    Błąd 2 – Nachalna Sprzedaż

    No tak, skoro blog o copywritingu, rozumianym jako sprzedaż, to nie mogło jej zabraknąć. W końcu to mój blog i mogę robić co chcę, a jego prowadzenie to świetna okazja do testowania różnych technik.

    Testowałem wiele różnych „technik” i tricków sprzedażowych. Niektóre działały lepiej, inne gorzej. Wiele, zbyt wiele z nich zraziło mi sporą grupę czytelników.

    Dlatego myślę, że to był błąd.

    Czy to znaczy, że nie powinno się sprzedawać przez blog? I tak i nie. Dlatego piszę o nachalnej sprzedaży.

    To w sumie proste. Jaki jest główny powód, dla którego ktoś zainteresowany copywritingiem wchodzi na blog? Chce sobie o tym poczytać, prawda? Szuka informacji. A gdy widzi chamski wpis, gdzie zaczynam o czymś pisać i w połowie przerywam, by powiedzieć „Chcesz poznać resztę? KUP mój poradnik!”, to moim zdaniem ma prawo czuć się przynajmniej zawiedziony, jeśli nie oszukany.

    Nie tędy droga do sprzedaży.

    RADA 2: Jeżeli chcesz coś sprzedać za pomocą blogu, dopasuj się do oczekiwań klientów. Pamiętaj, że blog to nie sklep, gdzie każdy jest potencjalnym klientem i jest nastawiony na zakup. Blog sprzedaje, ale wartościowe informacje, podane w ciekawy sposób. Zamiast chamskich wpisów mów o możliwościach. To JEST informacja.

    Błąd 3 – Ukrywanie Najlepszych Informacji

    W pewnym momencie prowadzenia blogu zacząłem otrzymywać e-maile typu „Darek, gdzie można kupić twój kurs o copywritingu?”. Kłopot w tym, że ja nie miałem żadnego kursu. Cały blog był moim kursem. Czego oni jeszcze ode mnie chcą?

    Skoro pojawiła się potrzeba, to postanowiłem ją zaspokoić. Najpierw były to częściowo płatne newslettery, potem szkolenie on-line. Przygotowanie tego drugiego zajęło mi trzy lata! To głupie, ale prawdziwe. Bo nie mogłem się zdecydować co tam umieścić. I to zrodziło bardzo poważny problem.

    Skoro postanowiłem udostępnić swoją wiedzę i doświadczenie w postaci płatnego produktu, to co w takim razie publikować na blogu? I wpadłem na głupi pomysł, by to co najcenniejsze zachować dla płacących klientów, a na blogu publikować wszystko inne. Czujesz to? Jak tak można! Ochłapy dla czytelników? NIGDY WIĘCEJ!

    Jedyne co mnie tłumaczy, to niewiedza. Ja po prostu chciałem by w porządku wobec tych, którzy mi płacą i to nie małe pieniądze. Nie wiedziałem jak pogodzić to z prowadzeniem darmowego blogu.

    Ten błąd boli mnie chyba najbardziej. Bo jest zaprzeczeniem mojej pierwotnej misji. Obiecuję, że to się zmieni.

    RADA 3: Blog musi być pełnowartościowym „produktem”. Nie ma lipy. Bo to, co publikujesz będzie stanowiło punkt wyjścia do oceny Twojej wartości przez potencjalnych klientów. Dlatego na blogu musisz dać to, co NAJLEPSZE.

    Błąd 4 – Same suche informacje nie wystarczą

    To ciekawe doświadczenie z maja tego roku. Z okazji swoich urodzin postanowiłem mocno obniżyć cenę mojego szkolenia on-line Szkoła Copywritingu. Nie chciałem nikogo chamsko namawiać do zakupu (TAK, uczę się na błędach!) i udostępniłem kilka wartościowych filmów video z kursu.

    W e-mailach informujących o udostępnieniu filmów nie było ani słowa o wyprzedaży. Ta pojawiła się dopiero na stronie z video. gdzie INFORMOWAŁEM, że to część kursu i jeśli ktoś chce go sobie kupić, to teraz jest obniżka. Nachalne? Skądże.

    Spora grupa osób skorzystała na tej promocji kupiła tak polecane szkolenie. Ale wydarzyło się też coś dziwnego. Wiele osób wypisywało się z mojej listy. Nie chciało otrzymywać e-maili z INFORMACJAMI o kolejnych materiałach (bez żadnego namawiania do zakupu).

    Moje wnioski? Sama informacja to za mało. Filmy dawały wartościową wiedzę. Przynajmniej mi się tak wydaje 🙂

    Co jednak spowodowało zwiększoną liczbę wypisów? Moim zdaniem za suche informacje. Dlatego też między innymi całkowicie wycofałem mój kurs ze sprzedaży i tworzę go na nowo.

    A jak to się ma do blogu?

    Po tym doświadczeniu zacząłem analizować popularność wpisów na blogu. I odkryłem, że tej najwyżej ocenianie zawsze oprócz wartościowej wiedzy dawały coś więcej – emocjonalnie angażowały czytelnika. Kontrowersje, osobiste przeżycia i wyznania, nietypowe ujęcie tematu i tak dalej.

    RADA 4: Czytelnik na blogu nie szuka samych informacji. Ich jest zbyt wiele i większość z nich musimy ignorować, by nie zwariować.  Pamiętaj, że odwiedzający to nie maszyny, przetwarzające informacje, lecz żywe istoty, które czują, wierzą, mają problemy, przeżywają zniechęcenie, szukają nadziei i chcą posłuchać prawdziwej osoby.

    Błąd 5 – Perfekcjonizm

    To jest niezła pijawka, która wysysa wszelkie chęci pisania nowych artykułów na blogu. I przyznam się, że to była dla mnie największa przeszkoda w częstej publikacji kolejnych wpisów.

    Byłem przekonany, że każdy mój artykuł musi być przełomowy i zupełnie wyjątkowy. Że nie mogę sobie pozwolić na publikację czegoś zwyczajnego. I to mnie blokowało. Bałem ruszyć ręką. Wiele pomysłów na ciekawe wpisy lądowało w koszu WordPressa, bo obawiałem się, że gdy to opublikuję, to czytelnicy pomyślą sobie, że nie mam nic ciekawego do powiedzenia.

    I co? I przez długie tygodnie niczego nie pisałem.

    Jak mówi biblijna Księga Przysłów: „I głupi gdy milczy, uchodzi za mądrego”. Tylko kto doceni tę mądrość, gdy czytelnicy uciekają z blogu i idą tam, gdzie ktoś nie boi się pisać?

    RADA 5: Masz blog? PISZ! Nie czekaj na super pomysł, który rzuci na kolana cały Internet. Bo świetne pomysły rodzą się w trakcie pisania. Tak, dopiero ten proces wbijania literek na stronę ujawnia to, co w Tobie siedzi. Nie chowaj tego, co masz najlepsze tylko dla siebie. Tobie nie musi wydawać się to najlepsze, ale innym pomoże.

    PODSUMOWANIE

    Wiesz, tak naprawdę popełniłem znacznie więcej błędów, ale te wydają mi się najpoważniejsze. Może jeszcze kiedyś dopiszę drugą cześć?

    Jeśli uważasz ten artykuł za wartościowy – podziel się proszę nim ze znajomymi. Może komuś to pomoże uniknąć tych błędów?

    Liczba komentarzy: 50

    1. Piotr
      5 lipca 2013 z 11:45

      Prawdę mówiąc, wpisy takie jak te, przekonują mnie do zakupów bardziej niż jakakolwiek oferta. Bo, proszę zobaczyć, widzę tutaj realnego człowieka mającego te same problemy co ja (też prowadzę bloga). Mam teorię, że ten typ artykułów buduje najlepszą relację z Czytelnikiem i sprawia, że czego by taka osoba później nie wydała – i tak kupimy. Zarówno z sympatii, jak i z przekonania o wysokiej jakości wszystkiego co zrobi.

      PS. Kupiłem Pański produkt „SAS” i niemal na pewno kupię też tę poprawioną wersję kursu o copywritingu. Jak się uczyć, to na całego.
      Mam też przy tym jedno marzenie – niech ten kurs kosztuje tyle, co „SAS” (ale oczywiście w cuda nie wierzę).

      Z wyrazami sympatii,
      Piotr.

      1. Darek Puzyrkiewicz
        5 lipca 2013 z 13:16

        Dziękuję 🙂

        Przyszłe szkolenie na pewno będzie tańsze, bo wiedzę, do tej pory upakowaną w jeden kurs rozdzielę. Ale raczej aż tak tanio nie będzie 🙂 Kosztuje mnie to sporo pracy i nie chcę tego oddawać z bezcen – choćby dlatego, że darmochy się nie docenia.

      2. Piotr
        5 lipca 2013 z 13:43

        Grunt, żeby uzyskać więcej pieniędzy niż się wydało. A z takim kursem jest to wysokie prawdopodobieństwo graniczące z pewnością. 😉

        Przy czym z całego copywritingu, strasznie brakuje mi aspektów „technicznych” – cały czas mówi Pan o testowaniu różnych wersji oferty. Ale ja np. nie mam zielonego pojęcia jak się za to zabrać. Mam cichą nadzieję, że przy tworzeniu takiego kursu zostanie uwzględniony taki „mało obcykany klient”. 😉

        Pozdrawiam serdecznie,
        Piotr.

    2. Mateusz
      5 lipca 2013 z 11:52

      Fajnie, że podzieliłeś się nami tą wiedzą i nie bałeś się pokazać swoich porażek. Moim zdaniem błąd 5 jest najistotniejszą przeszkodą w starcie dla wielu osób. Czekam na ciąg dalszy 🙂

    3. Paweł
      5 lipca 2013 z 12:51

      Świetne!
      Bardzo dobre wskazówki Darku.
      Powiem Ci szczerze, że czuję, że przydadzą się do mojego bloga. Zwłaszcza punkty 3,4,5 – a nr 5 najłatwiej chyba zastosować od razu. Mam mniej więcej ten sam problem z punktem 5. Dochodzi też zaangażowanie w np. promocję kursu, e-mail marketing, jednak jeden wpis od razu kojarzy mi się z kilkoma ciężkimi godzinami pracy, poprawiania, dążenia do perfekcjonizmu. Dlatego, skoro tak mówisz, to zastosuję tę radę i inne (rada 3 również dotyczy wpisów na blogu). Może faktycznie moja wiedza, nawet opublikowana na dobrym poziomie (a nie od razu perfekcyjnym) może komuś się podobać. Miałem zamiar publikować regularnie wpisy, jednak na moim blogu skupiłem się ostatnio na czym innym – na sprzedaży, gdyż blog prowadzę od roku i wcześniej nie zarabiałem na nim, a trzeba mieć co do garnka włożyć. 😉

      Pozdrawiam

    4. Jacek zwierz
      5 lipca 2013 z 13:11

      Witaj Darku…
      Problem nr 5 – Trafiony i zatopiony! Bardzo fajny materiał…. Twoja wzmożona działalność mówi mi że „coś” chowasz w zanadrzu… Zobaczymy 🙂
      PS. W formularzu „Dodaj swój komentarz pojawiają się WIELKIE litery bez względu na to czy jest CAPS czy też nie – wygląda to nienaturalnie i osobiście mam obawy przed wciśnięciem OPUBLIKUJ bo tak nie wpisuje się adresów internetowych ( wiem, czepiam się usability … )

      1. Darek Puzyrkiewicz
        5 lipca 2013 z 13:21

        Jacek, kopę lat! 🙂 Co do twoich podejrzeń, to właśnie określam kierunek swoich dalszych działań.

        A co do WIELKICH LITER – taki szablon, nie chciało mi się grzebać w kodzie, ale jeśli kilka osób potwierdzi te obawy, to zmienię to 🙂

    5. łUKASZ
      5 lipca 2013 z 13:53

      hmmm…. czyli mamy żywego człowieka, który szczerze komunikuje, co Mu w duszy gra…. a jest to cenniejsze, niż niejeden plastikowy i wydumany produkt wielkiej korporacji za 100.000.000 dolarów… 🙂

      pozdrawiam!

      Ł

    6. stefan
      5 lipca 2013 z 17:00

      Witaj. Bardzo pozytywny ten artykuł. A kto nie popełnia błędów ?. Twój artykuł czyta się jednym chełstem – tak trzymaj.

      Pozdrawiam

    7. Łukasz
      5 lipca 2013 z 17:50

      Witaj,
      Dziękuję za ten artykuł, bo taki wpis zawsze potrafi rzucić nowe światło na własną działalność. Twój wpis jest tym bardziej wartościowy, bo piszesz go z punktu widzenia blogera z długim doświadczeniem.

      1. Darek Puzyrkiewicz
        8 lipca 2013 z 07:13

        Prawda jest taka, że nie jestem i nigdy raczej nie będę „typowym” blogerem, choćby w rodzaju kominka. Moim celem nie jest codzienna produkcja kolejnej treści do bezmyślnej konsumpcji, lecz raczej przekazanie czegoś wartościowego.

    8. Marek Terlecki
      5 lipca 2013 z 22:35

      Każdy z nas popełnia błędy, lecz nie każdy wyciąga z nich lekcje na przyszłość. Nie ukrywam, ja również zaliczam się do tego grona, ale staram się, aby jednak czegoś mnie to nauczyło. Po przeczytaniu tego wpisu, do każdego z błędów, które Pan tutaj wymienił, zadałem sobie pytanie na ile one również mnie dotyczą?
      Błąd nr 1 – zaliczony;
      Błąd nr 2 – nie do końca nachalna sprzedaż, ale nastawienie się na zarabianie na blogu od samego początku nie jest dobrym kierunkiem;
      Błąd nr 3 – najlepsze informacje (jak na tę chwilę) udostępniłem w darmowym kursie, lecz nie spełnia on swojej roli;
      Błąd nr 4 – zaliczony;
      Błąd nr 5 – strzał w 10! u mnie najbardziej ograniczający na dzień dzisiejszy, czasami zdarza mi się, że jeden wpis robię kilka dni;(, bądź mam tematy na posty, lecz ciągle pozostają one tylko tematami do rozwinięcia;
      Wynik? Wszystkie błędy zaliczone! Teraz jest czas, aby zastanowić się nad ich rozwiązaniem. Wiem jednak, że potrafię to zrobić, jeśli tylko spróbuję 😉

      1. Darek Puzyrkiewicz
        8 lipca 2013 z 07:16

        Co do drugiego błędu, to chodzi o sprzedawanie na blogu, a nie zarabianie na nim. Ja dzięki temu blogowi zarabiam – choć nie bezpośrednio. Klienci też chętnie kupią coś wartościowego, ale nie sprzedawanego bezpośrednio, lecz raczej w formie nienachalnej informacji. Przynajmniej ja tak to rozumiem.

    9. K@ Krystyna
      6 lipca 2013 z 12:27

      Fajne. Jestem spóźniona bo z powodu pkt 5 nigdy nie zaczęłam pisać bloga. Na etapie eksplozji pomysłu, miałam kilka niespójnych celów pisania bloga (w zupełnie innym temacie), i stąd zaniechanie. Ale uświadomiłeś mi właśnie, że doświadczenie to szalony atut. Ty masz to doświadczenie. Ja nigdy go nie doceniałam u siebie – bo niemal zawsze uważałam, że dla innych na pewno istotniejsze jest to, czego jeszcze nie potrafię i nie wiem. Myślę, że to można nazwać szóstym błędem bloga pisanego „w głowie”. Dopóki nie będziesz działać w konkretnym temacie, nigdy nie dowiesz się jak cenna jest Twoja wiedza dla innych. To TY doprowadziłeś mnie do tego wniosku. Nie byłbyś w stanie podać tych wszystkich błędów gdybyś nie sprawdził „klawiaturowo” i w obszarze internetu, że są błędami. I nikt by Ci nie powiedział, że masz rację i jeszcze za to dziękował. Bo by Cię po prostu nie było. Dziękuję za ten artykuł…Proste i prawdziwe.

    10. ewafa2
      6 lipca 2013 z 13:44

      Witaj Darku
      Hmm… Artykuł jak świetny, jak zawsze zresztą, więc nie na nim się skupię, a skoro czas na resume, nieco przewrotnie… na sobie.

      Tak sobie myślę, że te 7 lat ciężkiej pracy nad blogiem zaowocowało jak biblijne ziarno (skoro już sam idziesz w te klimaty 🙂 ) , a plony… nawet nie wiesz, jak są i będą obfite.

      Gdyby nie Twoje szalone (tak, tak szalone) dawanie wiedzy za darmo w tym miejscu, poziom rodzimego copywritingu byłby z całą pewnością opłakany. Teraz może i jest łatwiej, ale wcześniej… szkoda gadać. Dobrze to pamiętam.

      Gdyby nie to, że kilka lat temu tu trafiłam pewnie dziś nie byłabym tym, kim dziś jestem, tzn. świadomym copywriterem, ba może nawet nie byłabym żadnym copywriterem.

      Darku, mam dziwne wrażenie, że w tej Twojej podróży sentymentalnej, którą z pewnych względów nazwałabym nawet „spowiedzią copywritera” tkwi jakiś ciekawy haczyk (o którym mam nadzieję będzie głośno niebawem) bo Ciebie – mistrza dla wielu, nie podejrzewam o paskudne wypalenie zawodowe.

      Gdybym jednak się pomyliła, coś Ci doradzę. Zamiast trzymać w głowie miliony pomysłów dotyczących copywritingu, pisz, pisz, i jeszcze raz pisz. Jeśli nie chcesz robić tego ze względów szkoleniowych, rób to ze względów terapeutycznych. Zapewniam, że wszystkim wyjdzie na zdrowie. 🙂

      Z podziękowaniami i docenieniem tego, w co wkładamy siebie od wieków tak było, że miliony korzystają (ze złości że nie potrafią robić tego tak dobrze, krytykują), a podziękuję… ułamek procenta. Więc w sumie wszystko w normie.

      PS.Dzięki za te lata. Nie wyobrażam sobie polskiego copy bez tego bloga, więc chcesz czy nie, musisz dalej ciągnąć ten wózek 🙂

      Pozdrawiam
      Ewa

      1. ewafa2
        8 lipca 2013 z 15:29

        Oj Darek Darek… 🙂
        Rozbawiłeś mnie nieco. Zabrzmiało jak o starym dobrym małżeństwie.
        Na moje jak to określiłeś „ujawnienie” faktycznie musiałeś trochę poczekać, zanim nie zorientowałam się nieco co w tym copywritingu piszczy, ale nie były to lata a raczej miesiące (z tego, co pamiętam).

        Czemu napisałam, że dziękuję Ci za 7 lat bloga? Bo przecież tyle istnieje, prawda? Gdyby nie te lata, nie byłby taki jak jest teraz, jestem tego pewna.
        Mam rację?
        Pozdrawiam 🙂

    11. Hubert
      6 lipca 2013 z 19:20

      Świetny artykuł, co prawda o pierwszym i drugim błędzie słyszałem, jednak następne trzy są dla mnie nowością i jednocześnie fantastycznymi wskazówkami jak prowadzić lepszego bloga, które mam nadzieję uda mi się wprowadzić skutecznie u siebie.

      Pozdrawiam

    12. Kamil Janczak
      15 lipca 2013 z 16:56

      Genialny artykuł! Ja chyba największy problem mam z ostatnim punktem – perfekcjonizm… „Pieszczę” artykuły po kilka dni a potem kasuje bo nie są wystarczająco dobre… i jaki z tego efekt? Tak jak napisałeś… miesiącami cisza na blogu… Ale cóż, trzeba wziąć się w garść i pracować nad sobą! Czas zacząć więcej publikować!

      Dzięki za ten artykuł, pozdrawiam!

    13. Tomasz Mirkowicz
      3 września 2013 z 11:21

      Dariuszu przeczytałem wpis od deski do deski. Łącznie z wszystkimi z komentarzami. Wynotowałem sobie kilka rzeczy. Takich o których często zapominam u siebie.

      Często przy tworzeniu wpisów, a nawet i bloga jako całości umykało mi to jaki jest jego cel. Chciałbym częściej stawiać sobie pytanie. Jaki jest cel wpisu, akapitu, przykładu, apelu do czytelnika. Często to robię mechanicznie i nie wychodzi najlepiej.

      Przyznaję się. Próbowałem wstawiać reklamy produktów zupełnie nie pasujące do kontekstu danego bloga i wpisu. To tak jak reklamować damskie perfumy na wyścigach żużlowych 🙂

      Dziękuję Ci też za kilka słów o perfekcjoniźmie. Z perfekcjonizmu bierze się u mnie zniechęcenie i odwlekanie z publikowaniem czegokolwiek. Dopieszczenie akapitów i rozmieszczenia elementów na stronie ciągnie się w nieskończoność.

      Ze swojej strony wszystkim perfekcjonistom i prokrastynatorom polecam przeczytać książkę: „Zrób to teraz – stop odkładaniu spraw na jutro. Pozwala ona zrozumieć powodu naszego unikania i odkładania różnych spraw na później.

    14. VB
      17 października 2013 z 10:43

      DAREK PUZYRKIEWICZ SAYS:
      8 LIP 2013 AT 7:13
      Prawda jest taka, że nie jestem i nigdy raczej nie będę „typowym” blogerem, choćby w rodzaju kominka. Moim celem nie jest codzienna produkcja kolejnej treści do bezmyślnej konsumpcji, lecz raczej przekazanie czegoś wartościowego.

      Osobiście nie widzę tutaj powodu ataku na Kominka, bo to całkiem inna forma bloga, mająca na celu inne rzeczy. Myślę, że tylko słabe jednostki porównują się z innymi, by oświetlić jakieś swoje cechy. Swoją drogą Kominek wydał bardzo dobrą książkę o blogowaniu. Może warto zajrzeć?

    15. VB
      17 października 2013 z 10:53

      Jasno jest napisane, że „moim celem celem nie jest codzienna produkcja kolejnej treści do bezmyślnej konsumpcji, lecz raczej przekazanie czegoś wartościowego.” Myślę, że należy mieć na uwadze fakt, że słowo wrzucone w Internet żyje wiecznie, a ta niezgrabność jest dla mnie jakimś zgrzytem.

      1. Darek Puzyrkiewicz
        17 października 2013 z 11:26

        Chodzi o to, że „niezręcznie” przypisałem Kominka do kategorii „codzienna produkcja treści do bezmyślnej konsumpcji”?

        Pomijając to, że moja opinia nie ma dla niego najmniejszego znaczenia, jak zakwalifikujesz choćby ostatnie artykuły: „Ktoś ma makro w gaciach”, „Bo najlepsze zwierzątko to martwe zwierzątko”, „A jednak są ludzie jeszcze głupsi od blogerek modowych”? Klasyka literatury? Odpowiedź na pytanie „Jak żyć”? No proszę Cię…

    16. VB
      17 października 2013 z 11:38

      Moim zdaniem to są nagłówki dostosowane do tego, co jest zawartością bloga. Facet nie pisze o metafizyczności życia w sensie dosłownym, nie głosi śmiertelnie poważnie jakichś reguł rządzących światem. Lifestyle to coś innego. Tak jak porównywać portal pudelek.pl do esejów Jastruna. Każda sfera to inne prawa.

    17. Chris
      10 listopada 2013 z 22:07

      Przeczytałem cały twój artykuł i muszę przyznać, że wywarł on we mnie wiele refleksji począwszy od ukrywania najważniejszych informacji, skończywszy na straconym czasie. W końcu 7 lat to szmat czasu i rzeczywiście szkoda, że wpadłeś na to dopiero po tak długim okresie czasu.

    18. ewafa2
      13 listopada 2013 z 12:06

      @ Chris Z jednej strony to tak trochę chyba nieładnie wskoczyć, namieszać, nie podając konkretów podlinkować swoją stronę i zniknąć, z drugiej prawdziwego konesera copy poznasz po tym, ilu ma hejterów – ta część do Darka.
      P.S. Wiem Darku, że ostatnio jesteś ostro zapracowany, ale tak spokojnie na Twoim blogu, że aż dziwnie… Nie mogłam się powstrzymać 🙂
      Pozdrawiam
      Ewa

    19. Sylwek
      3 czerwca 2014 z 11:26

      Dobry tekst. Szczególnie cenne dla mnie to „nieprzewidywalność” i „ukrywanie najlepszych treści”.

      Z pozdrowieniami dla Autora, wiernych (tych szczególnie! 🙂 czytelników no i dyskutantów. 🙂

    20. Mariusz
      3 listopada 2016 z 14:29

      A mnie zastanawia jedna rzecz. Dlaczego mówi się „BLOGU” a nie „BLOGA” tak jak tutaj, u Ciebie: prowadzenia BLOGU.
      W każdym razie SZACUN za tak długi okres pracy nad blogiem 🙂

    21. senio
      1 kwietnia 2017 z 12:21

      Jak zwykle Darek pisze dogłębnie i na temat. Dzięki Darku!
      Ja bardzo doceniam takie artykuły, gdzie ktoś podaje mi wszystko na złotej tacy. A dlaczego? Prosta odpowiedź: bo JA już nie muszę tego szukać. Ktoś to znalazł i mi dał. Powiem więcej – ktoś mówi mi jakich błędów mam unikać, bo jego te błędy sporo kosztowały.

    Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail pozostanie ukryty
    Wymagane pola są oznaczone *