Copywriting kursy online i szkolenia. Copywriting kursy online i szkolenia.
  • Start
  • O mnie
  • Blog
  • Szkolenia
  • Kursy online
  • Usługi
  • Newsletter
  • VOD (zaloguj)
  • 3 stycznia 2012
  • Darek Puzyrkiewicz
  • 12 Comments
  • Copywriting

4 krótkie podpowiedzi, jak napisać naprawdę skuteczną ofertę

Chciałbym Ci dziś opowiedzieć o ważnej lekcji copywritingu, jaką odebrałem podczas realizacji jednego z ostatnich zleceń. Niewiele brakowało, a ominęłaby mnie radość ze stworzenia diabelnie skutecznej oferty. A na koniec dowiesz się czegoś zaskakującego na temat ulepszania ofert sprzedażowych.

A wszystko zaczęło się banalnie…

Zgłosił do mnie klient, nazwijmy go „Ł”, z prośbą o poprawienie oferty do jego produktu. To było to, co uwielbiam i co mi najlepiej wychodzi – klasyczny list sprzedażowy z produktem dla masowego klienta. Dlaczego tak lubię pisać tego typu oferty? Bo od razu widzę efekt swojej pracy w postaci zamówień. Nie ma nic lepszego niż oferta, która świetnie sprzedaje!

No właśnie, a propos sprzedaży, to pierwotna wersja oferty nie powalała na kolana. Było to średnio 0,7% konwersji, czyli na tysiąc odwiedzających tylko siedem osób decydowało się na zakup. Klient liczył na 2-3%. Na tym etapie różnica była spora, prawda?

Po kilku dniach analizy rynku, stworzyłem całkiem przyzwoitą ofertę (moim zdaniem!). Podłączyliśmy ją do Google Optimizera, by zobaczyć jak się sprawdzi. Efekt? Średnia 1,2%. Lepiej niż poprzednia, ale do 3% bardzo daleko. Coś było nie tak, a ja nie wiedziałem co…

I wtedy poprosiłem o pomoc kolegę po fachu. Chciałem by podpowiedział mi jak tę ofertę można ulepszyć. Bardzo go cenię, bo wiem, że pisze znakomite teksty sprzedażowe. No i wiedziałem, że napisze mi prawdę o moim tekście.

I napisał

Rzeczowo i konkretnie wskazał na wszystkie braki w moim tekście. To były bardzo trafne uwagi, wręcz oczywiste i zacząłem myśleć, jak tu wypełnić te wszystkie luki. Nie było łatwo, ale udało mi się. W sumie stworzyłem 4 dodatkowe wersje oferty.

W tym momencie zauważyłem pewną dziwną rzecz. Postawiłem się na miejscu klienta i ze zdziwieniem odkryłem, co go może powstrzymywać przed zakupem. Banalna rzecz, ale miałem wrażenie, że to zaniża statystyki i paraliżuje klientów.

Testy

Po wprowadzeniu wszystkich zmian rozpocząłem na nowo testy. Trochę to trwało, zmieniały się oferty i w końcu na placu boju pozostały tylko dwa teksty. Ten, który napisałem jako pierwszy i finalny, po wszystkich zmianach, które były odpowiedzią na zauważone braki. Sprawa wydawała się przesądzona, ale chciałem by decydowały twarde dane, a nie moje przeczucia.

Zastanawiałem się też, czy ostatecznie uda mi się spełnić marzenie klienta o 3% konwersji. No, ostatecznie 2% też byłoby zadowalające, ale chciałem jak najlepiej wypaść.

Kiedy pokazałem te rezultaty klientowi, poprosił by jak najszybciej zakończyć test, by nie marnował się ruch, bo zwycięzca jest widoczny jak na dłoni. Być może po pewnym czasie wartości uległyby pewnym zmianom, ale w tym momencie chodziło tylko o to, by jak najszybciej wyłonić zwycięzcę, bo klient płacił za cały ruch na tę stronę.

Pewnie zastanawiasz się teraz, która z tych dwóch ofert jest po „zmianach”, a która jest moim pierwszym tekstem?

No to Ci powiem. Najlepszą konwersję (ponad 18%) uzyskała moja pierwsza oferta. Ta z „brakami”.

Wnioski

Czego to zdarzenie mnie nauczyło?

1. Pierwszy i oczywisty wniosek – trzeba wszystko testować. Kto nie testuje – ten traci. Ale nie wystarczy tylko dobra znajomość obsługi Google Optimizera i wprowadzanie przypadkowych zmian z nadzieją, że w końcu trafi się na główną wygraną.

2. Drugi – klient ma zawsze rację. W tym kontekście oznacza to, że trzeba dać klientowi to, czego on szuka, a nie co nam wydaje się, że powinniśmy mu dać. Research, research i jeszcze raz research. Musimy wiedzieć, co przekonuje klientów do zakupu.

3. Trzeci – tu zdradzę Ci pewien sekret. Jedyna różnica pomiędzy tymi dwiema ofertami polegała na tym, że w pewnym momencie dodałem kilka akapitów, które miały dokładnie wyjaśnić, dlaczego i jak działa produkt, by upewnić klientów, że to przyniesie im korzyści. Pierwsza oferta wydawała się mało wiarygodna, więc postanowiłem dodać wyjaśnienia i… obniżyłem jej skuteczność.

Wygrany tekst mocno bazował na emocjach i odwołaniu się do obecnej sytuacji klienta. Drugi był bardziej edukacyjny. Pierwszy pokazywał korzyści, drugi je tłumaczył. Pierwszy opowiadał historię, a drugi wyglądał jak lekcja.

4. Czwarty – nie ma takiej oferty, której nie dałoby się zepsuć 🙂 Może to brzmi śmiesznie, ale zobacz, jak nawet niewielkie zmiany mają wielki wpływ na skuteczność tekstów. Na szczęście działa to też w drugą stronę. Nie ma takiej oferty, której nie dałoby się ulepszyć! Może trzeba do niej dodać nieco emocji, opowiedzieć ciekawą historię, nie wiem, to zależy od produktu i klientów.

Dla mnie ostateczny wniosek jest prosty – same szczegóły techniczne nie sprzedają. Piszemy do ludzi, którzy chcą być traktowani po ludzku. Dlatego warto to robić ciekawie, więc nie bój się eksperymentować.

Zapisz się, by otrzymać te wskazówki:

Pobierając materiały, wyrażam zgodę na otrzymywanie newslettera i informacji handlowych od Dynanet.pl Dariusz Puzyrkiewicz. Mogę cofnąć zgodę w każdej chwili. Dane będą przetwarzane do czasu cofnięcia zgody.

Prev PostBrakujący element skutecznej oferty
Next PostCena Czyni Cuda?
About Darek Puzyrkiewicz

Uczę tworzyć teksty, po których klient sam chce kupić to, co opisujesz. Dołącz do nas i zobacz jak i Ty możesz pisać, by sprzedawać więcej swoimi słowami

Website: https://dynanet.pl/newsletter-copywritera/

Related Posts
  • Jak wyróżnić produkt
    Jak wyróżnić produkt na tle wszystkich innych, mimo, że sprzedajesz to samo? 14 grudnia 2025
  • Jak radzić sobie z obiekcjami
    Obiekcje klientów w sprzedaży online: jak je eliminować jeszcze zanim się pojawią? 22 listopada 2025
12 komentarzy
  1. Reply
    gdaq 4 stycznia 2012

    Dla mnie efekt mocno zaskakujący spodziewałem się, że tekst po poprawkach będzie znacznie lepszy.

  2. Reply
    Darek Puzyrkiewicz 4 stycznia 2012

    @Sławek: To pewnie rozumiesz moje zdziwienie 🙂

  3. Reply
    Łukasz 4 stycznia 2012

    Darku, jeśli wytłumaczysz potencjalnemu klientowi ilustracyjnie lub opisowo, w jaki sposób produkt działa … i ten „edukacyjny element” zmniejsza sprzedaż — jest na to tylko jedno wytłumaczenie: potencjalny kupujący po prostu nie uwierzył w to, co napisałeś. Wyjaśnienie do niego nie przemówiło i zabrakło przekonania. A bez przekonania nikt nie kupuje. : )

  4. Reply
    Darek Puzyrkiewicz 4 stycznia 2012

    @Łukasz: Myślę, że nie o wiarygodność tłumaczenia chodziło, bo to były w miarę prosto fakty naukowe. I tu mogą działać tylko na korzyść.

    Raczej słabości „ulepszonej” wersji upatruję w pomieszaniu emocji z faktami. Jeszcze będę to testował, bo nie daje mi to spokoju 🙂

  5. Reply
    Łukasz 4 stycznia 2012

    Fakty naukowe można przedstawić na różne sposoby, nawet linkując do emocjonalnych potrzeb potencjalnych kupujących.

    Właśnie skończyłem analizować jedną z najlepszych 24-stronicowych promocji direct mail ever written. Pomieszanie emocji z faktami wydaje się sercem tego tekstu … 😉

  6. Reply
    Darek Puzyrkiewicz 4 stycznia 2012

    @Łukasz: Mobilizujesz mnie do dalszej systematycznej pracy! Jeśli niedoskonała oferta miała ponad 18% skuteczności, to co będzie, gdy uda się ją jeszcze lepiej dopracować? DZIĘKI WIELKIE 🙂

  7. Reply
    ewafa2 7 stycznia 2012

    No tak faktycznie niezły kopniak by efektywniej pracować… :)a może to magiczne „pierwsza myśl zawsze najlepsza” sprawiło ten cud lepszych efektów, hmm?
    Pozdrawiam

  8. Reply
    Lukasz D. 24 stycznia 2012

    A jak to przełożyć na oferty usług B2B, bardzo nie-masowe, gdzie wykonywanie 2 usług naraz to max (czyli trzeba uważnie sprzedawać, żeby nie przedobrzyć). Na ile klientowi korporacyjnemu (z założenia profesjonalnemu) tłumaczyć i opisywać, a na ile przedstawić korzyści i zadbać o emocje?

    • Darek Puzyrkiewicz 26 stycznia 2012

      @Łukasz: Klient B2B to przecież też człowiek 🙂 To prawda, trzeba mu nieco inaczej sprzedawać ponieważ decyzje o zakupie podejmuje nieco inaczej niż klient masowy, któremu wystarczy mocny impuls emocjonalny do kliknięcia przycisku „kup teraz”. Ale to, że proces decyzyjny w B2B jest bardziej złożony nie znaczy, że nie ma tam emocji. Są, tylko trzeba je odkryć.

      Taki przykład mi do głowy przychodzi – gdy pracowałem jako informatyk (9 lat!) i dokonywałem zakupów, to moje serce zaczynało szybciej bić na widok liczb z oznaczeniami GHz, RAM, TB i… zł oczywiście 🙂

  9. Reply
    Taaak... 5 lutego 2012

    „A propos” piszemy osobno, profesjonalisto…

    • Darek Puzyrkiewicz 1 marca 2012

      @Taaak: Dzięki za zwrócenie na to uwagi 🙂

  10. Reply
    tonerywroclaw.pl 26 maja 2012

    O inspiracjo …

    Czas na małe testy.

Leave a Comment Cancel Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

SŁOWO DAJĘ, ZYSKI ROSNĄ! To znaczy, że strona Dynanet.pl powstała po to, by uczyć lepiej pisać i sprzedawać. Znajdziesz tu praktyczne kursy copywriterskie. Możesz też zamówić indywidualne szkolenie lub konsultacje.

Jakie kursy z copywritingu online mogę Ci zaproponować?

 

  • Psychostrategia
  • Oczywisty zakup
  • Psychowriting
  • Social Matrix
  • Alchemia przewagi

Regulamin sklepu Dynanet.pl >>

Polityka prywatności serwisu Dynanet.pl >>

darek@dynanet.pl Odpowiadam w ciągu 24 godzin
501 161 491 W godzinach: 8:00 - 16:00