Publikacja pierwszej wersji kursu na temat pisania e-maili wzbudziła dyskusję w komentarzach na moim blogu. Jeden z wątków dotyczy tego, czy nadawcą e-maila powinna być firma, czy konkretna osoba z imienia i nazwiska. Moim zdaniem to bardzo ważne pytanie, bo nie chodzi tu tylko o to, co wpisać w polu ‘OD’, lecz jak budować dobrą i o ile to możliwe emocjonalną więź z subskrybentem.

Jak łatwo tu o nieporozumienie świadczy fragment opisu narzędzia do wysyłania mailingów, na który dziś natrafiłem:

“Pomyśl o narzędziu, które sprawia, iż Klient z własnej woli i z wielką ochotą przystępuje do dialogu z Twoją marką czy produktem. Pomyśl o narzędziu, które sprawia, iż Klient z niecierpliwością oczekuje na informacje o Twojej marce czy produkcie. Pomyśl o narzędziu skutecznie zdobywającym lojalność Klientów, na których naprawdę Ci zależy.

(…) XXX to produkt, który efektywnie buduje relacje z Twoim klientem. Wynosi interaktywny marketing na zupełnie nowy poziom kontaktów z przedstawicielami grupy celu.”

Żadne narzędzie nie sprawi, że “Klient z niecierpliwością oczekuje na informacje o Twojej marce czy produkcie”. Żadne narzędzie nie zdobędzie lojalności klientów. Żadne narzędzie nie zbuduje relacji z klientem. To może zrobić tylko człowiek, konkretna osoba.

Z punktu widzenia osoby, która otrzymuje e-maila nie ma praktycznie żadnego znaczenia z jakiego narzędzia korzystasz, lecz kim jesteś i co komunikujesz. Oczywiście system mailingowy musi spełniać pewne warunki, by ta komunikacja przebiegała poprawnie. Jednak do tego, by w ogóle ona miała miejsce, potrzeba przynajmniej dwóch konkretnych osób. Chyba, że traktujesz klienta przedmiotowo, ale wtedy nie mówmy o dialogu i zdobywaniu lojalności klientów i budowaniu relacji.

A Ty co o tym myślisz?