Perswazja w oczach

Co musisz kupić, by skuteczniej sprzedawać?

    Te same e-maile są zawsze odbierane na dwa skrajnie różne sposoby.

    Wczoraj pod wpływem impulsu zadałem ciekawe pytanie. O perswazję w moich wiadomościach. Kto i jak ją czuje.

    Jest z tego lekcja, chyba jedna z najważniejszych, zaraz Ci o niej powiem.

    Więc mamy wśród czytelników osoby, które uważają, że przesadzam z perswazją:

    “Myślę, że jest w tym trochę racji. Jedna, dwie techniki – Ok. Raz na dłuższy czas combo sprzedażowe – w trakcie kampanii. “

    “Rzeczywiście da się wyczuć „wywieranie wpływu”. Mam wrażenie że używa Pan technik podobnych do NLP czy cos takiego. Mam do NLP średni stosunek… I niestety czuje się te techniki. Dobra technika wywierania wpływu powinna być nieodczuwalna dla odbiorców. Bo jeśli odbiorca czuje że się na niego wywiera wpływ, to się blokuje i nie jest podatny.”

    „Mam podobne odczucia, jak jedna z Twoich czytelniczek.
    Czytając Twoje maile też czuję się „atakowana” technikami wywierania wpływu. Ale mimo to czytam dalej, bo treści są wciągające i chyba o to chodzi ;)”

    Właściwie tylko te trzy osoby tak napisały.

    (Co do NLP, to uważam, że to jedna wielka ściema, więc logiczne jest, że tego szitu nie stosuję.)

    Dziękuję za te odpowiedzi. Szanuję wasze zdanie i podziwiam. Gdybym ja miał takie zdanie i nie znajdował wartości w tych mailach, wypisałbym się z takiej listy natychmiast. Trzeba mieć jaja, by w tej sytuacji mnie czytać 🙂 Chyba, że daję jednak coś wartościowego?

    A co napisała druga grupa osób?

    Tu pozwól, że zacytuję tylko niektóre, bo było ich tak wiele…

    “Piszę do Ciebie, ponieważ zaciekawiła mnie odpowiedź Twojej czytelniczki, o której piszesz w mailu. W zasadzie podszedłem do niej w podobny sposób co Ty. Ja nie odczuwam żadnej presji z Twojej strony czy wywierania nacisku na mnie, jako czytelnika. Dla mnie Twoje maile są „przesiąknięte” xD przede wszystkim wiedzą.”

    “Czytam, bo biorę sporo dla siebie. Uczę się od Ciebie. Wiele cenny rad przekazujesz w swoich mailach. Fakt również sprzedajesz, ale to jakby jasne po co prowadzi się newsletter, więc żadna Ameryka w tym. A czytając, jak Ty sprzedajesz uczę się i ja tego! No mistrzostwo. Poza tym mam wrażenie, że Twój mailing to takie win-win, ja coś mam, a Ty czasem coś sprzedasz ;)”

    “Jak dla mnie Twoje maile są taką wisienką na torcie w skrzynce. Zostawiam je sobie na koniec jak już wszystko ogarnę i na spokojnie czytam. Twoja bezpośredniość jest na tyle wyważona, że nie razi. A treść „odkrywa” to, co oczywiste, a jednak nieoczywiste.”

    “Darku, dzięki, że piszesz maile z zaangażowaniem i w taki sposób, że mam wrażenie, jakbys siedział przy sąsiednim biurku (tym przy drzwiach), bo nieraz (no dobrze, zawsze) w zmaganiach dnia miło jest usłyszeć głos (taki efekt czytania, niesamowite, prawda?) kogoś, kogo możesz traktować jak przyjaciela.”

    “Czytam Pana maile ponieważ są konkretne, otwierają oczy i sposób myślenia na rozwój.
    Technik manipulacji czy wywierania wpływu nie widzę 🙂 są pomocne i jasno, wprost tworzą również ofertę sprzedaży bardzo dobrych i pomocnych kursów.”

    Nawet po angielsku:

    “I love your emails and the way you write encourages me to communicate with my audience like human with human.

    You are just an honest dude and I enjoy reading Your long emails.

    You have inspired me to create FAQ series for my female clients where I video answer for them those difficult questions that go through their minds and no other stylists here in UK are answering them.”

    I na koniec coś, od czego serce rośnie, bo ktoś to naprawdę stosuje i ma efekty!

    “Za każdym razem uczę się z twoich maili, jak pisać właśnie po to, by przekonywać. To, co widzę, gdy rozbiorę takiego maila na części jak zabawkę z klocków lego, próbuję od razu zastosować w swoich tekstach.

    Ostatnio napisałam 4-tą wersję strony landingowej na temat pewnego szkolenia, przy pomocy materiałów ze szkolenia Copy Master Mind (głównie o stronie landingowej) i ponad 70 proc. wchodzących na stronę klika w guzik – tak, chcę wziąć udział. Wcześniej konwersja wynosiła ok. 30%.

    Dla mnie wiedza, którą oferujesz jest bardzo przydatna, choć jej zastosowanie wymaga przełamania schematów, którymi myślę. To nie są sztuczki i gotowe wzory do powielenia.

    Nie, maile nie są zbyt perswazyjne, nie widzę w nich nachalnego namawiania do zakupu, a okazję do nauki.”

    Dlaczego Ci to cytuję? By się chwalić fajnymi czytelnikami?

    Oczywiście, jak mógłbym nie skorzystać z takiej okazji, która sama pcha się w ręce?

    A tak na serio, jedna ważna lekcja.

    Jeśli cokolwiek piszesz, ZAWSZE, ale to zawsze odbiorcy będą mieli skrajnie różne opinie na ten temat. Gwarantuję Ci to.

    Ale w tym wszystkim najważniejsze jest to, jakie Ty masz zdanie o sobie. Miło jest czytać pochwalne maile, zawsze jednak będą tacy, którzy Cię nie polubią, albo jeszcze gorzej. Nie możesz na tym opierać swojej pracy.

    Uwaga, będzie perswazyjna sprzedaż:

    KUP TERAZ!

    Ale co?

    SIEBIE, kwiatuszku, siebie.

    Jeśli Ty siebie nie kupisz, jak mają to zrobić inni? Nie szukaj po przecenach swojej wartości w opiniach ludzi. Nie jesteś szmatą, którą można sobie wycierać gębę przy byle okazji. Jeśli Ty nie masz szacunku do siebie i swojej pracy, cóż, po Tobie. Żadna ludzka opinia Cię nie uratuje. Jeśli nie za bardzo idzie Ci sprzedaż – tu masz odpowiedź, dlaczego.

    Jest tylko jedno wyjście, ale o nim powiem tu >>

    PS To lekko uaktualniony tekst archiwalnego newslettera, wysyłanego do subskrybentów mojej listy Szkoła Copywritingu. Jeśli chcesz otrzymywać najnowsze listy, musisz dołączyć do stale rosnącej grupy czytelników newslettera.

    Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail pozostanie ukryty
    Wymagane pola są oznaczone *