Po wczorajszym szkoleniu Warszawie myślę o całkowitej rezygnacji z ich prowadzenia.

Na koniec dnia pytam, jak jeszcze mogę pomóc.

Jedna z uczestniczek wyczekująco na mnie patrzy i w końcu wyrzuca to z siebie:

“Dlaczego nie omówiłeś przykładów kampanii znanych marek pokazując, co robią dobrze, a co źle? Tego mi zabrakło…”

Pytam, czy uważnie słuchała, co mówiłem.

Mówi, że tak.

“To czy pamiętasz, jak powiedziałem, że ostatecznie liczy się efekt, a nie to, co myślimy o e-mailach?”

“Tak.”

“To jak mam omówić kampanię znanej firmy, jeśli nie znam jej efektów?”

“No, co zrobili dobrze, a co źle?”

“Jeśli nie znam efektów, to jaką wartość mają moje uwagi? Mogę powiedzieć, że coś zrobili źle, a oni na przykład na tym dobrze zarobili, tylko ja tego nie wiem. Jaką wartość ma takie mądrzenie się, gdy nie znam efektów?”

“No, ale ja bym chciała to usłyszeć..”

“Ale jaką to będzie miało wartość dla Twojego biznesu, jeśli nie wiesz, czy to daje pieniądze, czy je tylko zabrało?”

“Ale ja bym chciała…”

I to jest to, czego nienawidzę.

Ludzie chcą zobaczyć i usłyszeć coś fajnego, zamiast to, co daje efekt.

Nie mam już siły z tym walczyć, a nie jestem klownem by kogoś zabawiać.

Na koniec ta sama osoba podeszła do mnie z telefonem i pokazuje e-mail od Merlina.

“Mówiłeś, że jeden e-mail to jedna akacja. A tu zobacz… chyba z 10 różnych. Co Ty na to?”

“Wiesz, jak rzucisz błotem o ścianę, to zawsze coś tam się przyklei – może nie mają pomysłu, jak to zrobić dobrze i jadą na ilość, nie jakość? Ta dyskusja jest bez sensu, dopóki nie znamy efektów tego e-maila. A raczej nie zdradzą nam ile na tym zarobili…”

Na szczęście inna uczestniczka, bardzo doświadczona wtrąciła się nieco wcześniej:

“Testowaliśmy w firmie różne e-maile. Piękne kreacje i te mniej piękne. Niestety… wygrał najbrzydszy e-mail…”

Jak tu prowadzić rzeczowe szkolenia, gdy uczestnicy chcą czegoś zupełnie innego?

Nie mam na to siły, stąd myśl o rezygnacji.

A Ty czego tu u mnie szukasz?

Bo nie daję nic poza prawdą.

Nie jest to zbyt atrakcyjne, bo nie daję filmików z drona z egzotycznych lokacji.

Indianie oddali swój kraj za koraliki – chcesz robić tak samo?

To rób.

To, co działa, rzadko kiedy świeci.

Na szczęście wieczorem przeczytałem e-maila od osoby, która na serio korzysta z NSC.

Zapytałem po zakupie, czy wszystko jest w porządku, czy ma dostęp do materiałów i zapytałem, co sprawiło, że osoba ta się skusiła na moją Szkołę.

Oto odpowiedź:

“Wszystko w jak najlepszym porządku. Do tego szalonego kroku skłoniło mnie podejście do klienta które reprezentujesz.

Jest absolutnie G-E-N-I-A-L-N-E. Z jednej strony piszesz dosyć często, jednak nie czuć w tym nachalności, każdy mail zawiera coś ciekawego, poradę lub anegdotę, czytam je zawsze z przyjemnością, a dostaję naprawdę dużo maili i większość z nich wyrzucam do kosza.

Podoba mi się także twój sposób sprzedaży. Jako marketer afiliacyjny znam wszystkie brudne sztuczki w marketingu i jestem bardzo wyczulony na oferty które je zawierają, więc naprawdę zachwycił mnie pomysł marketingu konwersacyjnego. Prosto, skutecznie i pełne skupienie na kliencie.

Jak tak dalej pójdzie to będę musiał założyć konto na Kajmanach, konwersja średnio podskoczyła o 5-10%. Nie sądziłem że to możliwe, a to dopiero pierwsze pięć nagrań. Boję się, co będzie po 6 miesiącach?”

PS To lekko uaktualniony tekst archiwalnego newslettera, wysyłanego do subskrybentów mojej listy Szkoła Copywritingu. Jeśli chcesz otrzymywać najnowsze listy, musisz dołączyć do stale rosnącej grupy czytelników newslettera. Otrzymasz nietypowe wsparcie i od razu cudny poradnik copywritingu na start . ZOBACZ >>