Mistrz sprzedaży

Jak nauczyłem się dobrze sprzedawać?

    Wiele osób pisze do mnie, że ma problem z rozpoczęciem.

    Rozpoczęciem tekstu na Landing Page, do artykułu, czy posta na Facebooku. Za chwilę dam Ci rozwiązanie tego problemu.

    Posłuchaj, jak do tego doszedłem

    Wprawdzie zaczynałem jako agent ubezpieczeniowy, ale naprawdę nauczyłem się sprzedawać pracując w Dzienniku Bałtyckim, jako agent reklamy lokalnego oddziału w Kwidzynie. To taki człowiek, który wydzwania do firm z ofertą – kup pan u nas reklamę. Tak robiłem przez długi czas i nie miałem efektów, bo ludzie nie chcą kupować reklam.

    Wielokrotnie rzucałem tę robotę, dochodząc do wniosku, że nie nadaję się do sprzedaży. Jasne, coś tam sprzedawałem, ale to wystarczyło na opłacenie kosztów prowadzenia działalności i chleb z masłem. Ale zawsze miałem przekonanie, że może być inaczej, że każdy człowiek może przejść swoje ograniczenia i osiągnąć więcej, niż myśli.

    Mówiąc krótko byłem młody, naiwny i głupi, że wierzyłem w takie bzdury.

    Do czasu przełomu, gdy okazało się, że moje przeczucia były słuszne. Była to wiosna 1998 roku, o ile dobrze pamiętam. Robiliśmy lokalny dodatek do gazety – Wiosna Budowlana. To była okazja, by namawiać firmy budowlane na reklamę. Zasada była taka, że 50% dodatku muszą stanowić reklamy – by się opłaciło go robić.

    Potrzebowałem 2 stron reklam, byśmy zrobili minimum, czterostronicowy dodatek. Po swoich doświadczeniach, wątpiłem, czy i to uda się osiągnąć. Podobno kiedyś udało się zrobić “Ósemkę”. Ale nastroje na lokalnym rynku były takie, że redakcja wątpiła, czy w ogóle ktoś się da na to namówić.

    I właśnie wtedy TO się stało.

    Dzwonię do pierwszego klienta z listy. “Dzień Dobry..”, i tak dalej… Tłumaczę jaka to okazja. Pan myśli, myśli i mówi. Gdy to mówi, ze mną dzieje się coś dziwnego. Narasta we mnie przekonanie, że zrobię to. Namówię tak wielu klientów, że zrobimy “dwunastkę”! Wszystko przez te słowa pierwszego “klienta”:

    “Nie, dziękuję.”

    Coś mnie uderzyło i zrozumiałem, że robię coś źle. Nie, że klienci są źli, skąpi i głupi, tylko ja zawalam coś w naszej rozmowie, nie dając im konkretnego powodu do zakupu. Zobacz, łatwo jest rozpocząć każdą rozmowę z „klientem”. No co, nie? Tylko znacznie trudniej zakończyć ją zamówieniem. Tu jest myk.

    A większość ludzi ma problem z rozpoczęciem rozmowy! Nie mając świadomości, że prawdziwy problem pozostaje przed nimi ukryty. Powtarzają sobie, “gdybym tylko wykonał więcej telefonów…” Ale i tak ich nie wykonują, bo nie wiedzą, jak dobrze zacząć 🙂 Albo: „gdybym napisał lepszą ofertę, e-maila, artykuł…”

    To umiejętność doprowadzenia do zamówienia, DUŻEGO zamówienia jest kluczem do sukcesu w sprzedaży.

    Następne moje rozmowy wyglądały zupełnie inaczej. Dosłownie kazałem klientom przyjść do mojego biura. Gdy przychodzili, głosem nie znoszącym sprzeciwu proponowałem im największe kolorowe reklamy. A oni je brali.

    Udało mi się zrobić tamten dodatek. Wprawdzie nie była to wymarzona “dwunastka”, ale i tak byłem zadowolony – bo nikt we mnie nie wierzył – sam musiałem w siebie uwierzyć. Zrobiłem po raz pierwszy w historii oddziału “Szesnastkę”. Tak, całe osiem stron zapełniłem ogromnymi reklamami klientów. To było niemożliwe. Ja pokazałem, że jak ktoś sprzedaje z głową, sam sobie wyznacza granice.

    Dwie lekcje

    Pierwsza – najłatwiej rozpocząć

    Jeśli masz problem z rozpoczynaniem tekstów, za chwilę Twoja głowa eksploduje. Dam Ci tyle sposobów na rozpoczęcie, że starczy Ci do końca świata. Za darmo. Idziesz na mój blog, a tam są 3 artykuły napakowane pomysłami na rozpoczęcie:

    Jak rozpocząć ofertę 1 >>

    Jak rozpocząć ofertę 2 >>

    Jak rozpocząć ofertę 3 >>

    Ale z mojej historii wiesz już, że trzeba mieć coś więcej, niż tylko dobry start. Mam coś dla osób, które są ciekawe, jak poprowadzić “rozmowę” on line, by doprowadzić klienta do DUŻEGO zamówienia.

    Duże zamówienie przez rozmowę

    To nie jest łatwe. Ale jest proste w zastosowaniu, gdy już wiesz jak. Jeśli się tego nie nauczysz, będziesz wiele sprzedaży otwierać, a mało zamykać DUŻYM zamówieniem. Dla osoby, która to potrafi okazje do sprzedaży są wszędzie.

    Pamiętam, jak kiedyś skomentowałem jeden post na Facebooku, a skończyło się to szybkimi zamówieniami moich nagrań za chyba ponad 1600 zł. Może dla Ciebie 1600 zł to niedużo. Ale za jeden komentarz na Facebooku? Biorę w ciemno.

    Więc dla osoby, która potrafi poprowadzić “rozmowę” online okazje są wszędzie. Każdy je ma codziennie, tylko prawie nikt nie potrafi ich wykorzystać. Naprawdę grube tysiące codziennie mogłoby płynąć do kieszeni sprzedawców, gdyby potrafili zamykać sprzedaż “rozmową” online.

    Bo wtedy u klientów zanika opór przed kupowaniem. Zakup staje się naturalną konsekwencją rozmowy, wejścia na stronę, przeczytania artykułu. Bez żadnego gwałtu i nachalnego namawiania. Jeśli więc czujesz ciekawość, jak by to było, gdyby i Tobie udało się to zrobić…

    Jeśli już widzisz, że rozpoczynanie sprzedaży jest proste i chcesz zacząć je finalizować, to mam dla Ciebie coś, co Ci pomoże. Jest tylko jedno pytanie – czy dziś chcesz coś zrobić z tym, by zamykać więcej sprzedaży? Wykorzystywać więcej okazji, jakie codziennie się nadarzają i nigdy więcej nie powtórzą? Nie marnować wejść na strony tylko zmieniać je w konwersje i zamówienia, a odwiedzających w klientów?

     

    Jeśli Twoja odpowiedź brzmi „tak”, SalesShift jest dla Ciebie >>

    PS To lekko uaktualniony tekst archiwalnego newslettera, wysyłanego do subskrybentów mojej listy Szkoła Copywritingu. Jeśli chcesz otrzymywać najnowsze listy, musisz dołączyć do stale rosnącej grupy czytelników newslettera. Otrzymasz nietypowe wsparcie i od razu cudny poradnik copywritingu na start . ZOBACZ >>

    Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail pozostanie ukryty
    Wymagane pola są oznaczone *