Sto razy lepsza sprzedaż?

    Taka historia sprzedażowa mi się zdarzyła niedawno.

    Jednym z miejsc, które bardzo chciałem odwiedzić na urlopie było Skalne Miasto w Czechach.

    Widziałem zdjęcia i zacząłem sobie wyobrażać, jak to wygląda naprawdę.

    Wyobraźnię mam potężną, ale coś mi mówiło, że to za mało.

    Ale żeby zobaczyć, jak to wygląda naprawdę, trzeba było tam pojechać.

    “Tu” były zdjęcia, “tam” rzeczywistość.

    Więc pojechałem tam z żoną i córkami.

    Jesteśmy na miejscu, widzę dwa duże parkingi.

    I oba zamknięte!

    Szlaban i napis po czesku i polsku – nie ma miejsc.

    I co teraz?

    Jadę dalej, szukać miejsca. Przecież nie zawrócę, skoro tu przyjechałem.

    Nagle po prawej pojawia się kobieta w odblaskowej kamizelce i pokazuje ręką na wjazd na małą łączkę przy domu.

    No to wjechałem, a co.

    Podchodzę i pytam ile, a ona z czeskim akcentem odpowiada “20 złotych”.

    A ja już korony wyciągałem!

    Jak się później okazało, tam wszędzie można było płacić złotówkami, niepotrzebnie kupowałem korony.

    A Skalne Miasto stukrotnie przebiło to, co widziałem na zdjęciach.

    Co ciekawe, najbardziej pamiętam nie szczyty, ale Mysią Dziurę – długą i wąską szczelinę w skale, przez którą trzeba było się przeciskać.

    Ale zaraz, co tu jest sprzedażowego?

    Trzy rzeczy, ciekawe, czy je widzisz?

    Po pierwsze, to to, że patrzenie na coś nie jest jednoznaczne z byciem tam.

    Zdjęcia Skalnego Miasta mi się bardzo podobały.

    Ale to, co przeżyłem na miejscu, gdy tam dotarłem – przebiło zdjęcia x100!

    Są ludzie, którym wystarcza patrzenie za zdjęcia.

    Inni chcą tego sto razy lepszego doświadczenia bycia “tam”.

    A Ty, jaką osobą jesteś?

    Zadowala Cię patrzenie na fotki, czy wolisz doświadczenie?

    Mówi o tym e-mail, który wczoraj otrzymałem od Justyny:

    “Cały czas uparcie sie trzymalam schematów, wczoraj wygrałam NSC ,,za darmo”, jak szalona zaczełam wszystko sprawdzac i doszłam do wniosku ze to jest wszystko proste. Wręcz zbyt proste, a dlatego ze kazdy ma pod ręka aby tak robic, ale mało osób które pomyśla żeby tak działać.

    Pierwszy miesiąc NSC tylko, a pokazał co i jak. Szczesciara ze mnie ze mi się udało wygrać, kolejne juz bede kupowac normalnie, ale teraz wiem że warto. A cena w sumie nie jest wielka, za to co pokazujesz powinienieś brać wiecej, nie tylko marne 2 stówki. Żeby nie było ze namawiam na wieksza cene, nie, nigdy, ja chce to za pare groszy, im taniej tym lepiej dla mnie.

    Szkoda ze nie kazdy ma do tego dostęp, bo świetne masz podejście do tematu, i najważniejsze nie masz klienta głeboko gdzies, ale dajesz mu droge do celu, czyli do zakupu.

    Dodatkowo działa też w realu na polu interakcji z innymi. Zrobiłam mały test, bo ja sie nie pcham w ciemno. Lekcja3 z nagłowkami, tyle ze nie pisałam a mowiłam, dałam to co mówiles, reakcja szok. Załatwiłam wszystko jak chciałam , do tego mam czas na ogarniecie internetu itp. Chyba to faktycznie Twoje podejscie tak robi.”

    Czasem ludzie mylą zdjęcia z rzeczywistością.

    Patrzą na fotkę i mówią “byłem tam” 🙂

    Wszystko się zmienia, gdy ruszają tyłek, i zaczynają zmierzać w tym kierunku, co na zdjęciu.

    To lekcja pierwsza, jeśli lekcje Cię interesują.

    Po drugie, trzeba się znaleźć na drodze klienta, założyć odblaskową kamizelkę i pokazać, gdzie ma zaparkować. I wszystko mu ułatwić, zaczynając od płacenia.

    Uwaga, kładę akcent na słowo “BYĆ”!

    Pani mogła postawić znak: “PARKING”.

    Ale czy bym zareagował tak, jak na żywą osobę?

    Może tak, może nie.

    Miałbym wiele wątpliwości.

    To, że pani tam była, osobiście, rozwiało je wszystkie.

    Pewnym substytutem obecności byłby znak z napisem: “Zabrakło miejsc na parkingu? Tu jest miejsce dla Ciebie!”

    Ale to tylko substytut.

    Czy Ty jesteś osobiście tam, gdzie klienci szukają parkingu, czy może stawiasz tylko znaki?

    To sprawia ogromną różnicę w sprzedaży!

    Trzecia lekcja?

    Nigdy się nie poddawaj!

    Wybierasz sobie cel, dojeżdżasz na miejsce, a tam coś jest nie tak, jak miało być.

    Co wtedy robisz?

    Zawracasz?

    Głupie, co?

    Zawsze będą jakieś przeszkody.

    Więc to nigdy nie jest kwestia okoliczności, a zawsze Twojego podejścia.

    Dlatego na przykład zapytałem, czy naprawdę chcesz nauczyć się pisać.

    Ktoś, kto naprawdę chce nauczyć się pisać, nigdy się nie poddaje!

    Czasem sobie myślę, że mój newsletter, to Biuro Podróży dla Copywriterów.

    Ale takie specjalne.

    Opowiadam, gdzie byłem, co widziałem i robiłem.

    Niektórzy wzdychają – “Aaaach, też bym tak chciał…”

    Gdy kończy się powietrze na wydechu, pragnienie przemija.

    Wiele osób codziennie ogląda mój folder reklamowy.

    Zgodnie z zasadą numer dwa – ja tu jestem osobiście.

    Nie tylko pokazuję zdjęcia z wyrytym “tu byłem” – jestem osobiście przy parkingu NSC.

    Pokazuję palcem – tu zaparkuj i ruszaj w teren.

    Chyba, że same zdjęcia Ci wystarczają.

    I wtedy pojawia się klient i mówi:

    “Ale czy to naprawdę tak działa, czy nie zmarnuję swojego czasu? Skąd mam wiedzieć, czy te szkolenie jest naprawdę dobre?”

    Wczoraj z żoną i dziećmi wybrałem się nad jezioro, bo lato się kończy i chcieliśmy jeszcze trochę go posmakować.

    Oprócz nas kilka osób się kąpało.

    A na pomoście była grupka chłopaków, którzy przyszli z kocykami i piwem.

    Rozłożyli się na pomoście i tak spędzali czas.

    Na fakebooku pewnie były zdjęcia “Jesteśmy nad jeziorem!”

    Jasne, byli “nad” jeziorem, na pomoście…

    Dwóch skoczyło do wody, reszta patrzyła.

    Ci na pomoście pytają – “Ciepła?”

    “Ciepła!” – odpowiadają chłopaki w wodzie. “Chodźcie, jest fajnie!”

    Nikt więcej nie wskoczył. Ale “jesteśmy nad jeziorem!”

    Widzisz, czasem Ci tu w e-mailach cytuję różne osoby, które wskoczyły do NSC i mówią “Ciepła! Wskakuj do nas, jest fajnie!”

    Dopóki nie zeskoczysz z pomostu i nie zanurzysz się w tej wodzie, dla Ciebie to będą tylko słowa!

    Można patrzeć na jezioro i pływających, a można z nimi pluskać w tej orzeźwiającej wodzie – co wolisz?

    Bo są osoby, które owszem, kupują NSC, ale potem tylko patrzą na jezioro.

    A ja mówię: “Płyń!”

    Widzisz, NSC to dziwna szkoła, bo cała odpowiedzialność za efekty stoi po stronie uczestnika.

    Mówię to otwarcie – zakup NSC i samo oglądanie filmów nic Ci nie da. Jeśli zadowalają Cię cudze zdjęcia z wakacji, w porządku.

    Ale jeśli wskoczysz do tej orzeźwiającej wody i popłyniesz, znajdziesz się w innym świecie, tym, o którym kanapowcy tylko marzą.

    Ja Cię nie wepchnę do wody.

    Ty musisz wskoczyć.

    PS To lekko uaktualniony tekst archiwalnego newslettera, wysyłanego do subskrybentów mojej listy Szkoła Copywritingu. Jeśli chcesz otrzymywać najnowsze listy, musisz dołączyć do stale rosnącej grupy czytelników newslettera. Otrzymasz nietypowe wsparcie i od razu cudny poradnik copywritingu na start . ZOBACZ >>

    Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail pozostanie ukryty
    Wymagane pola są oznaczone *

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.